Kongregacja Oratorium Filipini
O witaj Rodzicielko białego jak śnieg Kwiatu,
Panienko, słodka Ozdobo,
Chwało moja najwznioślejsza"

Filipini

Poznaj życie św. Filipa Neri, niezwykłego świętego; doradcę papieży, Apostoła Rzymu, często ocenianego jako popularnego dziwaka i wesołka, znanego z dowcipu a zarazem jedenego z największych mistyków szesnastowiecznego Rzymu.

W roku 1995 minęło 400 lat od śmierci Świętego Filipa Neri - Założyciela pierwszej Kongregacji Oratorium w Rzymie. Ta rocznica jak również pragnienie ukazania Filipa jako duszpasterza, odnowiciela życia religijnego w okresie ważnych przemian, jakie przyniósł sobór trydencki podyktowały ten temat, potraktowany w dużym skrócie z uwypukleniem cech istotnych św. Filipowi, ale przydatnych aktualnie. Analogii okresu potrydenckiego z dzisiejszą odnową soborową nie potrzeba udowadniać.

Filip był Kontestatorem - jak ktoś powiedział - ale kontestatorem twórczym, umiejącym pogodzić charyzmat ze strukturami; był nowatorem, ale nie z zamiarów i założeń, lecz z umiejętności odczytywania znaków czasu. Nie działał na podstawie ankiet, czy opinii, lecz kierował się intuicją, wymaganiami duchowymi swych penitentów.

Florencja miasto Dantego, Michała Anioła, Medyceuszów, a zwłaszcza działalności Savonaroli - było Jego Ojczyzną. Urodził się wtedy, kiedy minęło 17 lat od stracenia Proroka z Ferrary / 1515/, Savaroli. Florencja zwana kuźnią europejskiej kultury i ducha, w formie ustrojowej przechodziła od tyrani, monarchy, teokracji do najszerzej pojętej demokracji. Filip był w każdym calu dzieckiem tego miasta; poglądy w nim głoszone, sposób życia głęboko zapisały się w Jego osobowości. Niezależność, szacunek dla każdego człowieka, szeroko pojęte idee demokratyczne, humor, wrażliwość na piękno, prostota - to dziedzictwo, jakie otrzymał od tego miasta. W osiemnastym roku życia opuszcza "Miasto kwiatów" na zawsze, ale przez całe życie będzie ambasadorem jego genialnych wartości.

Niedługo zabawił w San Germano pod Monte Cassino, gdzie przygotowywał się do zawodu kupca i przejęcia majątku po bezdzietnym stryju. Około roku 1535 opuszcza wymarzoną w planach rodzinnych karierę, rezygnuje z dobroci krewnych i bez programu życia , jako włóczęga, z kijem i pustą torbą przybywa do Rzymu. Wykształcenie jakie otrzymał w szkole św. Jerzego we Florencji, pozwala mu na zajęcie się wykształceniem i wychowaniem dwóch synów florentczyka zamieszkałego w Rzymie - Cacii. Ten więcej okazał Filipowi miłosierdzia niż wdzięczności, dając mu mieszkanie i taką ilość mąki, jarzyn i oliwy, że ledwo starczyło na wegetację , a nie na normalne życie. Równocześnie rozpoczął Filip studia filozoficzne w akademii "Sapienza" i teologiczne u Augustianów, nadal bez jakichkolwiek planów na przyszłość. W okresie studiów prowadził intensywne życie modlitwy, które spontanicznie rozbudzało w Nim ducha apostolskiego. Jako student odwiedzał szpitale, pomagał chorym i zniedołężniałym ludziom pracą ochoczych rąk, a kiedy zdobył zaufanie i przekonał sceptyków, że działa dla idei - usiłował leczyć, dusze, często okaleczone, a nawet martwe. Doświadczył, że idzie Mu to łatwiej, niż mógł marzyć. Jakiś charyzmat szybko jednał Mu serca. Czuł się potrzebny dla nędzarzy ciała i ducha.


Przerywa studia, aby cały czas poświęcić chorym i opowiadać im o miłości i miłosierdziu Bożym. Szybko znajduje naśladowców. Rozszerza swoje apostolstwo na ulice i place, do warsztatów rzemieślniczych i składów handlowych. Staje się przedmiotem drwin, często Jego słowa odnoszą przeciwny skutek, ale tylko chwilowo. Święty upór i wiara w ostateczne zwycięstwo łaski przełamują zniechęcenie i gorycz porażki.

Należy do współzałożycieli "Bractwa Trójcy Świętej dla opieki nad pielgrzymami i przytułkami dla chorych". Wkrótce przez wrodzone dary, charyzmaty i doświadczenie staje się natchnieniem bractwa, które już w roku 1550, w czasie jubileuszu, zdało egzamin z odznaczeniem i odtąd było zdecydowanie faworyzowane przez papieży i elitę możnych. To spowodowało, że Filip odszedł do innej pracy.

Dręczony pytaniami: pustynia czy misje, czy apostolska praca w centrum chrześcijaństwa? Zdecydował się pozostać w Wiecznym Mieście.

 
 

 

Idąc za radą, a raczej rozkazem spowiednika Persiono Rosa przyjmuje w roku 1551 święcenia kapłańskie. Liczył 36 lat życia. Od tej chwili zakres Jego działalności pracy zostaje ten sam, ale środki i kompetencje o wiele bogatsze. Ośrodkiem duszpasterstwa jest kościół z ofiarą Mszy Świętej, szafarstwem sakramentów; zwłaszcza konfesjonał i ambona. Praktyka konfesjonału przekonuje go o katastrofalnie niskim poziomie wiedzy religijnej penitentów i dlatego rozpoczyna poza konfesjonałem, i amboną ich religijne dokształcanie. Dla uniknięcia nudy wprowadza do programu nabożeństwa i rozrywkę.Zostawszy kapłanem przy kościele św. Hieronima, usytuowanym w centrum miasta, skupia wokół siebie uczniów. Po krótkim czasie doświadczeń doszedł do wniosku, że potrzebni są apostołowie świeccy, którzy by w swoich środowiskach oddziaływali na otoczenie; On sam bowiem , a nawet inni kapłani nie wszędzie mieli dostęp; był to wynik Jego doświadczenia z apostolatu świeckiego. Ponadto dążył do tego aby penitenci nie byli tylko konsumentami; muszą się czuć potrzebni, a więc czynni; trzeba w nich wyzwalać inicjatywę. Zaczął bardzo skromnie. Przychodziło do Niego kilka osób, nawet znane są ich nazwiska; przychodzili po południu i zbierali się w Jego pokoju. Na spotkaniach wygłaszano przemówienia; były to najczęściej katechezy Filipa w formie gawędy. Zebrania kończyły się modlitwą, nawiedzeniem kościoła; potem szli do szpitali, aby wiadomości sprawdzać działaniem. Zwłaszcza dla młodzieży Filip nie pozostawiał żadnego marginesu wolnego czasu na próżniactwo, ale starał się pouczenie połączyć z zabawą i przechadzką. Uczestnicy po przeszkoleniu teoretycznym i praktycznym szli do swoich środowisk, wprowadzali nowy styl życia i werbowali nowych uczestników. Dla wzrastającej liczby uczestników wyremontowano magazyn nad jedną z naw kościoła św. Hieronima i tak powstało pomieszczenie, zwane oratorium.

Na program oratoryjny składały się czytania z pobożnej książki, później praktykowano cztery działy: ascetykę, historię, hagiografię i katechizm. Praktyki wciąż się zmieniały, wymagały od uczestników ciągłej pracy umysłowej i woli, co dało podstawy do samowychowania duchowego, ujawniło wiele talentów. Zebrania oratoryjne cechowała samorzutność, a tę dyktowało życie i potrzeba atrakcyjności. Ta z kolei przyciągała ciekawych.

Fakt udzielania głosu laikom na zebraniach w oratorium był bez precedensu i nie uszedł uwagi władz kościelnych, ale rozwaga i powaga Filipa zapobiegały radykalnym pociągnięciom. Faworyzowanie elementu laickiego rozwiązywało problem chwili , mianowicie: przybliżało laikat do kleru i wzbudzało zainteresowanie się problemami Kościoła.

Poza modlitwą i miłosierdziem zamiary Twórcy oratorium sięgały do zaproponowania uczestnikom solidnej kultury religijnej; stąd wykłady np. z historii Kościoła prowadzone przez Baroniusza, który w tej dziedzinie i dzięki oratorium stał się nauczycielem całego ówczesnego świata katolickiego. Dla uniknięcia monotoni wprowadzono pewnego rodzaju rekreację, która była przyjemna, ale zarazem nie oddalała umysłów z pola duchowego, stąd śpiew hymnów na szeroką skalę. Hymny zdobyły sobie na stałe obywatelstwo, dając początek kompozycji, która przybierała nazwę "Oratorium". Muzyka i śpiew nie tylko były rekreacją , ale czynnikiem utrzymującym słuchaczy na tym samym poziomie zainteresowania. Instytucja ta rozwinęła się pod koniec XVI w. bardzo poważnie i przy jej pomocy Filip Neri dokonał głębokiej i szerokiej pracy moralnego uzdrowienia Rzymu. Był czas, że pójście do Oratorium stało się po prostu modne, oratorium było centrum duszpasterskim Rzymu.

 

 

 
Ćwiczenia oratoryjne spełniały swoje zadania. Dawały wiadomości religijne, rozbudzały entuzjazm, przygotowywały do samodzielnej pracy nad ukształtowaniem charakteru duchowego i wiodły do apostolstwa w danym środowisku. Różne były formy ćwiczeń oratoryjnych , mianowicie: ćwiczenia ferialne, świąteczne, młodzieżowe, kongregacyjne, pielgrzymki do siedmiu kościołów, przedstawienia teatralne, koncerty. Uczestnikami ćwiczeń oratoryjnych byli mieszkańcy Rzymu - od papieży i arystokracji do warstw najniższych; także licznie przybywający pielgrzymi.
Reasumując to wszystko możemy stwierdzić, że duch Filipa był duchem miłości, szczerości, pewnego naturalizmu. Zauważamy w metodzie wolności i łagodności, w zakresie jej stosowania dostępność dla wszystkich. Filip zdaje się głosić świętość dla wszystkich klas społeczeństwa, we wszystkich stadiach życia, w jakichkolwiek możliwych okolicznościach. Oto Jego posłannictwo, które miał do zakomunikowania ludzkości: "Zostańcie w waszych domach; zostańcie tam, gdzie jesteście; myślcie o waszych sprawach i obowiązkach; twórzcie rodziny, zagospodarujcie się; jeśli macie coś do zarzucenia sobie, jeśli obarczą was wady, to usiłujcie wrócić do normy". Takie były jego zalecenia, chociaż kochał stan zakonny i kapłański. Analizując w dalszym ciągu treść wewnętrzną Jego duchowości, możemy wyróżnić cztery podstawowe elementy:

  • Miłość czynna w stosunku do bliźnich. Ponad 50 lat apostolatu i przykładu tej miłości; szukanie sposobów , aby tę cnotę wdrożyć słuchaczom, penitentom. Praktyka miłości czynnej miała być ciosem zadanym indywidualizmowi. Miłość bliźniego wypływa z miłości Boga.
  • Wynoszenie umartwienia duchowego ponad zewnętrzne , cielesne . W tej dziedzinie jest jednym z największych nauczycieli. Czynił to dlatego, że nie chciał negować tego, co pozytywne w naturze; wynikało to z Jego postawy humanistycznej.
  • Radość jako środek do humanistycznej i nadprzyrodzonej doskonałości. Objawiała się ona przez stale pogodne oblicze i dobre usposobienie wewnętrzne. Te elementy, wypływające z żywego charakteru, miały powiększać energię duszy celem zwalczania zdradliwych pokus.
  • Realizowanie w czynie ewangelicznej prostoty. Prostota może najbardziej wynikała z Jego natury i dzięki niej - jednym słowem, gestem, a czasami pozorną szorstkością potrafił zdemaskować sztuczne objawy ludzkich zamiarów i nadać jednocześnie prawdziwą wartość każdej rzeczy. Prostota nie ma nic wspólnego z prostactwem, ale jest obiektywnym ujęciem rzeczywistości.

Nasuwa się pytanie: co to jest społeczność oratoryjna? Czy Filip chciał założyć kongregację czy wbrew własnej woli został jej organizatorem? A jeśli zaistniała, to jaką chciał ją mieć?

 
 

 

Ćwiczenia oratoryjne odbywały się codziennie i wymagały wielkiej liczby mówców i spowiedników, aby przez podział funkcji i wykorzystanie zdolności i zamiłowań uniknąć monotonii i bałaganu. Wychował sobie współpracowników. Kapłani żyli razem, ale żaden węzeł ani formalny, ani prawny ich nie łączył; uważali Filipa za ojca i to im starczyło za regułę. Ten ojciec nie miał zamiaru działać z piedestału władzy. Tak było w San Girolamo i u Św. Jana Chrzciciela. Wszystko dobrowolne i spontaniczne, podporządkowane woli ojca. To zrzeszenie miało ludzi wysokiej wartości, których usposobienie nie było takie samo jak Filipa; ich poglądy, ich temperamenty były bardziej organizacyjne. Patrzyli w przyszłość i nawet czynili starania, aby tworzyć regularną kongregację. Wszyscy pozostali świeckimi kapłanami i żyli w społeczności bez wiązania się ślubami. Gdy liczba uczniów się powiększała, a zespół nabył szacunku i wyróżniany przez kardynałów i papieży, trzeba było szukać własnego kościoła i domu. W roku 1575 Grzegorz XIII daje stowarzyszeniu kościół na Vallicelli, nadaje mu prawa zgromadzenia i poleca opracowanie konstytucji. Filip nie chciał rozległego zgromadzenia, rozsianego po świecie; interesował go tylko Rzym. "Kto chce nas naśladować niech zakłada podobne zgromadzenia; służymy mu radami; a niech nie usiłuje nas rozproszyć". Tak mawiał. Kongregacja istniała dla ćwiczeń oratoryjnych. Mimo nalegań Stolicy Apostolskiej Filip nie kwapił się z przedłożeniem konstytucji, chociaż istniało już kilkanaście kongregacji w różnych miastach italskich i francuskich. Wszystko przemawia za tym, że Filip unikał prawa pisanego , które prowadziło do skostnienia form. Konstytucje zostały zatwierdzone siedemnaście lat po śmierci Filipa. To ma swoją wymowę i wskazuje, że Fundator daleki był od narzucania swej woli.



Kilka uwag Św. Filipa o modlitwie

Są niektórzy, co obciążają się wciąż nowymi modlitwami i postanawiają codziennie odmówić wiele koronek, różańców, godzinek do NMP, za żywych i umarłych oraz wiele innych modlitw i nabożeństw w różnych intencjach. Wszystko to jest dobre samo w sobie, jednak w poszczególnych wypadkach zbytnio absorbuje i modlitwę sprowadza do uciążliwego obowiązku, także te modlitwy są zbyt męczące i nudne, z czasem się całkowicie opuszcza. Dlatego nie należy podejmować zbyt wielkiej ilości nabożeństw, ale obrać sobie jedno i za wszelką cenę starać się je wiernie kontynuować. Wielka ilość modlitw utrudnia prawdziwą modlitwę.

  • Przez wielką ilość modlitw nikt nie stanie się w kilku dniach doskonałym.
  • Pożyteczną rzeczą jest z własnego nabożeństwa zrezygnować i posłusznie pójść za radą spowiednika.
  • Nie zawsze oznaką pobożności i dobrej modlitwy są łzy i czułostkowy nastrój; kto płacze i rozczula się nie musi koniecznie być świętym.
  • W modlitwie nie należy stale prosić o zdrowie, majątek, szczęście i tym podobne dobra, chyba, że do tych próśb dołączamy gotowość przyjęcia woli Bożej "Jeśli Boże tak Ci się podoba".
  • Otrzymanych od Boga łask nie należy wszystkim rozgłaszać, można je wyjawić spowiednikowi.
  • Kto czego innego pragnie, a nie Chrystusa, ten nie wie czego pragnie; kto o co innego się modli, a nie o naśladowanie Chrystusa, nie wie o co się modli; kto w innej intencji pracuje, a nie dla Chrystusa, sam nie wie co czyni.
  • W pokusach, a zwłaszcza w pokusach cielesnych trzeba natychmiast uciekać się do Boga i czyniąc znak krzyża świętego mówić: "Chryste, Synu Boży zmiłuj się nade mną" albo wiersz: "Boże przybądź na pomoc moją, Panie ku mojemu pospiesz wspomożeniu" czy wreszcie: "Serce czyste stwórz we mnie Panie i ducha prawego odnów we mnie".
  • Kto się modlić nie umie, ten nie zna Boga.
  • Nic pożyteczniejszego nie ma człowiek nad modlitwę i bez modlitwy długo nie wytrwa w doskonałości. Dlatego codziennie trzeba korzystać z tego najpożyteczniejszego środka zbawienia, ale jak i kiedy, zadecyduje spowiednik.
  • Szatan, zaprzysiężony wróg naszego zbawienia, najbardziej boi się widoku modlącego się człowieka i dlatego stara się wszelkimi sposobami w modlitwie mu przeszkadzać.
  • Przy modlitwie należy korzystać z pracy wyobraźni i dlatego dobrze jest posługiwać się obrazami przedstawiającymi jakąś pamiątkę naszego zbawienia, czy postać świętego, aby przeżywać tajemnice naszej wiary, a świętych w ich cnotach naśladować.
  • Czytanie żywotów świętych bardzo pomaga do modlitwy, jeśli w czasie czytania jakiś problem szczególnie na nas podziałał, należy przerwać dalsze czytanie, by pogłębić interesujące nas zagadnienie. W szczególności rozmyślanie Męki Pańskiej wybitnie pomaga do modlitwy. 
  • W modlitwie najbardziej trzeba prosić Boga o wytrwałość w dobrych uczynkach, o szczerą służbę Bożą. Kto jest wytrwały w dążeniu do doskonałości i w pełnieniu dobrze, ten szybko postępuje w cnocie.
  • Zdarza się dość często, że ludzie nawróceni do życia duchowego w pierwszym okresie pałają wielką gorliwością, potem jednak ten duch jakby przygasa, bo zdaje się im, jakoby Bóg ich opuścił w tego rodzaju oschłości, jedynie ludzie wielkiego serca doczekają się powrotu Pana jako nagrody swej wytrwałości.
  • Nie należy polegać na własnej roztropności, ale przy każdej okazji trzeba zasięgać rady spowiednika czy u ludzi roztropnych, polecając się ich modlitwom.
  • Trzeba być wytrwałym w przedstawianiu próśb Panu Bogu na modlitwie. Albowiem z zaprzestaniem modlitwy i z osłabieniem ufności, Bóg także coraz mniej udziela łaski. Dla przykładu, jeśli chory przez modlitwę odzyskał zdrowie, nie ustawać w modlitwie, ale ją dalej kontynuować, jako dziękczynienie o dalszą prośbę.
  • Jeśli ktoś na modlitwie odczuwa w duszy wielki spokój, to znak, że Bóg wysłucha jego modlitwy.
  • Jeśli sługa Boży wśród wielu pokus i okazji do złego chce wytrwać w dobrym, niech sobie obierze za Patronkę u Syna Bożego Pannę Błogosławioną, czci Ją świętym Różańcem, jeśli zaś nie może Różańca odmówić, to niech przynajmniej na różańcu zamiast Zdrowaś Maryjo mówi: Panno Maryjo Matko Boża, módl się za mną do Jezusa.
  • Do dobrej modlitwy konieczna jest postawa pokory. Trzeba uznać swą niegodność wobec nieskończonego majestatu Boga i w ten sposób przez pokorę okazać Bogu swoje ubóstwo i całkowitą uległość, zwłaszcza wtedy, kiedy nie umiemy się modlić; Bóg, który pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje, nauczy nas modlitwy.
  • Przy Komunii św. należy prosić Pana Boga o lekarstwo na naszą główną i najbardziej dokuczliwą wadę, do której jesteśmy najbardziej pochopni.
  • Szukać nam trzeba Chrystusa przede wszystkim na krzyżu i towarzyszyć Mu w cierpieniach, aby zasłużyć sobie na udział w Jego wiekuistej chwale.
     


Kongregacja Oratorium Św. Filipa Neri w Gostyniu
63-800 Gostyń, Święta Góra - Głogówko 1
tel. (65) 572 00 14;(65) 572 39 47
fax (65) 572 08 55 (wew. 14)
kongregacja@filipini.gostyn.pl